KontaktFosa Staromiejska 1a, 87-100 Toruń
tel.: +48 56 611 36 10
e-mail: wfins@umk.pl

Skarb nasz najcenniejszy

Dr hab. Arkadiusz Wagner, prof. UMK z Wydziału Filozofii i Nauk Społecznych, bibliofil i kolekcjoner, zaangażowany w obronę Kodeksu Korwina
Dr hab. Arkadiusz Wagner, prof. UMK z Wydziału Filozofii i Nauk Społecznych, bibliofil i kolekcjoner, zaangażowany w obronę Kodeksu Korwina fot. fot. Andrzej Romański

– Kochając książki, gromadząc je dla siebie, mojej rodziny, ale też mojego kraju mam prawo mówić o krzywdzie, którą chce się wyrządzić innym książkom w narodowych zbiorach. – Podarowanie Węgrom Kodeksu Korwina nie byłoby błędem, byłoby zbrodnią – mówi prof. Arkadiusz Wagner z Wydziału Filozofii i Nauk Społecznych UMK.

W cieniu wojny w Ukrainie, absorbującej uwagę i wywołującej silne emocje Polaków, wciąż oficjalnie nierozstrzygnięta jest sprawa toruńskiego Kodeksu Korwina. Kulminacja wydarzeń wokół księgi nastąpiła tuż przed wybuchem wojny, potem społeczne zainteresowanie Kodeksem niemal wygasło.

- Zmalały też obawy o jego zabranie z Polski i podarowanie politykowi, który w ostatnich tygodniach okazał się wręcz sojusznikiem Putina. Wydaje się zatem, iż wydarzenia międzynarodowe zamknęły temat kontrowersyjnego podarku – mówi dr hab. Arkadiusz Wagner, prof. UMK z Wydziału Filozofii i Nauk Społecznych, bibliofil i kolekcjoner, który od samego początku zaangażował się w obronę Kodeksu.

Warto przypomnieć, że jak dotąd swój sprzeciw wobec zabrania księgi z Torunia wyraziło już blisko 28 tys. osób – mieszkanek i mieszkańców nie tylko naszego miasta, regionu i kraju. Głosy dezaprobaty płynęły też z zagranicy. W obronę zaangażowało się wiele różnych środowisk: muzealnicy, bibliotekarze, kolekcjonerzy, bibliofile, kręgi akademickie, władze miejskie i samorządowe, senatorowie, posłowie, a także hierarchowie kościelni, na czele z prymasem Polski. Temat nagłośniły media, organizowano spotkania i konferencje popularnonaukowe. Pojawiły się ekspertyzy prawne, miażdżące koncepcję książkowego podarku (ostatnio nawet prawników z Instytutu Ordo Iuris). Rzadko się zdarza, by takie emocje wzbudzała książka. Nie ma się jednak co dziwić, bo książka to niezwykła.

Pochwała królewskiej biblioteki

Manuskrypt Epistola de laudibus augustae bibliothecae atque libri quatuor versibus scripti eodem argumento ad serenissimum Mathiam Corvinum Panoniae regem ("List do Najjaśniejszego Macieja Korwina, króla Panonii, o pochwałach dostojnej biblioteki i księgach czterech wersetów napisanych na ten sam temat") był niezwykły, zanim jeszcze powstał. Zawierać miał bowiem pean na cześć biblioteki króla Węgier Macieja Korwina (1440-1490). A był to przecież drugi po watykańskiej najznamienitszy księgozbiór renesansowy w XV stuleciu. Niestety, w odróżnieniu od pierwszej biblioteki, nie przetrwał długo. Szacuje się, że z przebogatych zbiorów, liczących pierwotnie około 3 tys. woluminów, zachowało się ich jedynie ok. 350.  Reszta zaginęła bądź została zniszczona, choćby podczas wojen z osmańską Turcją w XVI stuleciu.

Maciej Korwin uznawany jest za jedną z największych postaci w historii Węgier. Przez 32 lata swoich rządów przeprowadził wiele istotnych reform, porządkujących problemy królestwa i centralizujących w nim władzę. U potomnych zyskał przydomek "Sprawiedliwy". Dał się również poznać jako humanista, kolekcjoner i bibliofil. Włożył wiele wysiłku, by stworzyć w Budzie  (dzisiejszym Budapeszcie) jedną ze najwspanialszych bibliotek.

Trzeba oddać sprawiedliwość jego drugiej żonie – królowej Beatrycze, córce Ferdynanda Aragońskiego, której dwór w dużej mierze składał się z artystów i humanistów. To ona najprawdopodobniej, o ile nie zaszczepiła, to pomogła rozpalić w Macieju bibliofilską pasję. Już jako wiano wniosła do małżeństwa wspaniałe woluminy – mówi prof. Wagner. – Korwin ambicje miał duże: na zamku w Budzie chciał stworzyć najznamienitszą bibliotekę ówczesnej Europy. Do swoich zbiorów kupował przede wszystkim kodeksy rękopiśmienne – choć księgi drukowane były dostępne od połowy XV stulecia, to jednak mecenasi i bibliofile niezbyt je cenili. Korwinowi zależało przede wszystkim na pergaminowych woluminach, zdobionych przez wybitnych artystów włoskich tamtego czasu, co czyniło z nich prawdziwe dzieła sztuki.

Głównym miejscem zakupów króla Korwina stała się Florencja, wspaniałe miasto rodu Medyceuszy, w którym działały liczne zakłady przygotowujące cenne kodeksy. To tam działali najlepsi i najsłynniejsi kopiści oraz miniaturzyści. Przez wiele lat pracowali, by sprostać dużym zamówieniom płynącym od Korwina. Niemal każda z monarszych ksiąg ozdobiona jest jego herbem. Przeważnie pole tarczy podzielone jest na cztery części - na pierwszej i drugiej widnieją herby Węgier, na trzeciej Dalmacji, na czwartej Czech, w centralnej zaś przedstawiony jest herb rodu Hunyadych, czyli kruk (po łacinie corvus) trzymający w dziobie pierścień.

Był to był księgozbiór metodycznie kształtowany i rozbudowywany, tworzony z pasją i miłością wytrawnego bibliofila i humanisty – dodaje prof. Wagner.

Kodeks, o którym mowa, Korwin zamówił niedługo przed swoją śmiercią. Już z założenia miał uzmysławiać pięknym językiem wyjątkowość  królewskich zbiorów. Dlatego też napisanie poematu zlecono florenckiemu humaniście i poecie Naldo Naldiemu (Naldusowi Naldiusowi). Treść dzieła miała być zaś uszlachetniona iluminacjami znakomitego malarza Attavante degli Attavanti.

- To wybitny renesansowy artysta, również rodem z Florencji. Śmiało można powiedzieć, że jest Botticellim malarstwa książkowego swoich czasów – mówi prof. Wagner. – Warto nadmienić, że w polskich zbiorach, a dokładnie w Zamku Królewskim w Warszawie, znajduje się inne arcydzieło iluminowane przez Attavantiego, tzw. modlitewnik królowej Bony, z przepięknymi ornamentalnymi i figuralnymi dekoracjami, w tym wizerunkami herbów Królestwa Polskiego oraz Sforzów.

Renesansowe arcydzieło

Kodek Korwina ani nie ma szczególnie dużej objętości, ani nie wyróżnia się formatem, liczy bowiem 62 pergaminowe karty o wielkości zbliżonej do współczesnego A4. Nie bez powodu uznawany jest jednak za arcydzieło ery renesansu we Włoszech.

Kodeks Korwina
Pierwsza karta woluminu jest bogato zdobiona Wojewódzka Biblioteka Publiczna - Książnica Kopernikańska

- Pamiętajmy, że sztuka renesansowa była dla Włochów kwintesencją tego, co najwspanialsze od czasów rzymskiego antyku – mówi prof. Wagner. – Szczególnie bogata jest dekoracja pierwszej karty woluminu. Obejmuje inicjał z wizerunkiem autora, złoconą inskrypcję oraz przebogatą dekorację na marginesach, składającą się z renesansowych ornamentów komponujących się z motywami emblematycznymi, odnoszącymi się zarówno do Korwina, jak i królowej Beatrycze. Dostrzeżemy tam również medaliony z wizerunkami niedookreślonych postaci – dzisiaj niestety nie wiemy, kim są i jaką ich obecność miała zawierać treść symboliczną. Oczywiście Attavanti wymalował też herb króla Macieja – umieścił go w wieńcu laurowym trzymanym przez dwa amorki.

Kolejne karty Kodeksu nie są już tak zdobne. Pamiętać jednak należy, że bogatsze dekoracje iluminatorskie wykonywano  tylko na najważniejszych stronicach ksiąg, czyli tych rozpoczynających tekst, oraz otwierających poszczególne rozdziały. 

Kodeks Korwina
Zestawienie dwóch przykładowych stron Kodeksu.  Zdobienia występowały jedynie na najważniejszych stronicach Wojewódzka Biblioteka Publiczna - Książnica Kopernikańska

Prof. Wagner zwraca uwagę na pewną osobliwość Kodeksu Korwina: na stronie sąsiadującej z pierwszą stroną tekstu znajduje się rodzaj "strony tytułowej", na której widnieją informacje o zawartości księgi. Kunsztownie wymalowany napis o liternictwie naśladującym rzymską capitalis quadrata ukazano w charakterystycznym okręgu otoczonym dekoracją ornamentalną. Taka koncepcja quasi strony tytułowej pojawia się również w niektórych innych zachowanych corvinianach.

- Mówię "quasi", ponieważ w latach 80. XV wieku nie rozwinęła się jeszcze koncepcja stron tytułowych w dzisiejszym rozumieniu – tłumaczy prof. Wagner.

Kodeks Korwina
Po lewej: rodzaj "strony tytułowej", na której widnieją informacje o zawartości księgi. Po prawej: przykładowa stronica zapisana antykwą minuskułową Wojewódzka Biblioteka Publiczna - Książnica Kopernikańska

Toruński Kodeks zalicza się także do najpiękniejszych i najwykwintniejszym pod względem neograficznym.

Kopista, czyli skryptor, zapisał tekst dzieła prześliczną, wysmakowaną antykwą minuskułową, którą sami Włosi nazywali lettera antiqua. Cechują ją piękne proporcje i jednocześnie wysoki stopień czytelności. Pismo to było de facto naśladownictwem minuskuły karolińskiej z IX wieku, którą w okresie renesansowym mylnie uważano za pismo starożytne, jako że natrafiano na nie w starodawnych kodeksach z tekstami m.in. rzymskich autorów.

Po śmierci Macieja Korwina księgozbiór podlegał powolnemu zubożaniu – część greckich i łacińskich kodeksów nabyli humaniści spoza Węgier. Po zdobyciu Budy przez Sulejmana Wspaniałego zachowane zbiory przewieziono do Konstantynopola. Tam również ulegały rozproszeniu – dzieła były darowane różnym władcom i ambasadorom, np. kodeksy otrzymał Franciszek Józef Habsburg, które do dzisiaj przechowywane są w Wiedniu. W 2005 r. zachowane zbiory biblioteki Korwina zostały wpisane na listę Pamięci Świata UNESCO.

- Toruński Kodeks zajmuje wśród nich szczególne, właściwie najważniejsze, miejsce. Jest bowiem peanem na cześć tej wyjątkowej biblioteki. Dowiadujemy się z niego wielu informacji, m.in. na temat ulokowania biblioteki w zamku w Budzie, użytych tam mebli, rozmieszczenia ksiąg w ich obrębie, i w końcu tego, jakie księgi  należały do księgozbioru – mówi prof. Wagner.

To właśnie na tym polega wyjątkowość woluminu: jako jedyny opowiada o wszystkich pozostałych księgach Korwina. Jest to zatem nie tylko pochwała samej biblioteki, ale i jej swoisty katalog.

Węgierskie pragnienia

Strona węgierska od lat podejmowała działania w kierunku pozyskania księgi.

- W żadnym wypadku nie możemy mówić o jej "oddaniu" Węgrom. Nikt im jej przecież nie ukradł, nie zagrabił – tłumaczy prof. Wagner. – Faktem jest, że już w przeszłości były naciski z Budapesztu na pozyskanie od Polski tego cymelium, poprzednie nasze rządy nie podjęły jednak tematu.

Sprawa wróciła w lutym tego roku. Doprowadziły do niej jednak wydarzenia z poprzedniego roku, kiedy to Węgry podarowały stronie polskiej pozłacaną zbroję dziecięcą króla Zygmunta II Augusta, która to trafiła na Węgry w 1933 r. w wyniku pomyłki sądu arbitrażowego. W zamian za to nasz obecny rząd zaproponował podarowanie manuskryptu Korwina, co miałoby "wyrazić wdzięczność Narodu Polskiego i odwzajemnić gest przyjaźni Narodu Węgierskiego", oraz doprowadzić do "dalszego umocnienia i rozwoju wielowiekowej tradycji przyjaźni między Narodami Polskim i Węgierskim".

Kodeks Korwina
Kodeks Korwina uznawany jest za arcydzieło renesansu we Włoszech Wojewódzka Biblioteka Publiczna - Książnica Kopernikańska

- Owszem, podarki dyplomatyczne są znane w historii od bardzo, bardzo dawna. Władcom, ambasadorom, przeróżnym oficjelom wręczano obrazy, rzeźby, księgi, dzieła rzemiosła artystycznego, a nawet trofea myśliwskie. Obowiązywała przy tym zasada, że charakter i wartość podarku winny odzwierciedlać rangę obdarowywanego. Dary nie mogły być jednak uszczerbkiem dla kraju, z którego pochodziły – tłumaczy prof. Wagner. – W tym przypadku wymiana byłaby nierówna i niesprawiedliwa. To zaś stanowiłoby dowód braku szacunku Węgrów nie tylko dla polskiego rządu, ale i wszystkich Polaków. Samo przekazanie Węgrom manuskryptu mogłoby być precedensem – dlaczego w przyszłości nie mielibyśmy sprezentować prezydentowi Erdoganowi namiotów tureckich spod Wiednia, a rządowi Czech druków Braci Czeskich w ramach choćby załagodzenia sporu o kopalnię Turów? Byłaby to skrajnie niebezpieczna antylogika.

Skarb jest nasz

Kodeks Korwina jest najcenniejszym zabytkiem kultury w kolekcji Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej - Książnicy Kopernikańskiej. I to od blisko 500 lat. Jak księga trafiła do Torunia? To nie jest do końca jasne. Wiadomo, że gdy w latach 60. XVI wieku powstawała tutejsza Biblioteka Gimnazjalna, anonimowy toruńczyk, najprawdopodobniej patrycjusz, podarował ją nowo powstającej instytucji.

To jest w największym stopniu arcydzieło sztuki iluminatorskiej i prawdziwy pomnik humanistycznej kultury renesansowej w Europie. I z tego punktu widzenia stwierdzenie, które znajduje się we wniosku poselskim, jakoby byłoby to dzieło, które ma szczególne znaczenie dla Węgier, a mniejsze znaczenie dla Polski, traktuję jako absurd. Książka ta przecież już od XVI wieku znajduje się w Toruniu, będąc dumą lokalnych elit intelektualnych, czego wyrazem było między innymi to, że już w 1594 roku w Toruniu opublikowano książkę, przytaczającą treść tego rękopisu – tłumaczy prof. Wagner. – Zamanifestowano w ten sposób ówczesnemu humanistycznemu światu, że tu w Toruniu znajduje się tak cenna i wyjątkowa księga. Dlatego i dzisiaj powinniśmy traktować ją jako nieodłączny element naszej wielowiekowej kultury.

W obronie Kodeksu

Już 1,5 miesiąca trwa protest w obronie manuskryptu – projekt ustawy odbierającej renesansowe arcydzieło Książnicy Kopernikańskiej wpłynął do sejmu 2 lutego. W obronie Kodeksu stanęli samorządowcy, naukowcy oraz mieszkańcy – nie tylko Torunia, bo sprawą zainteresowało się wielu także spoza naszego miasta, regionu, a nawet kraju. Podpisano nawet w tej sprawie deklarację (14 lutego w Ratuszu Staromiejskim), której sygnatariuszami byli rektor UMK prof. dr hab. Andrzej Sokala, marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki, prezydent Torunia Michał Zaleski, dyrektor Książnicy Kopernikańskiej Danetta Ryszkowska-Mirowska, przewodniczący rady naukowej działającej przy Książnicy prof. dr hab. Janusz Tandecki oraz biskup diecezji toruńskiej ks. Wiesław Śmigiel i biskup-senior Andrzej Suski.

Andrzej Sokala
Rektor UMK prof. dr hab. Andrzej Sokala podpisał deklarację podczas spotkania w Ratuszu Staromiejskim
fot. Sławomir Kowalski/UMT

- Środowisko Uniwersytetu Mikołaja Kopernika stanowczo sprzeciwia się pomysłowi odebrania nam tego bezcennego manuskryptu – mówił podczas podpisania deklaracji prof. dr hab. Andrzej Sokala, rektor UMK, przytaczając też maksymę z II w. n.e.: Non omne, quod licet honestum est ("Nie wszystko, co dozwolone, jest uczciwe"), która została wypowiedziana przez jednego z najwybitniejszych rzymskich jurystów - Paulusa.

Członkowie zarządów polskich towarzystw bibliofilskich wystosowali "Oficjalny protest przeciwko próbie pozbawienia Narodu Polskiego bezcennego rękopisu z księgozbioru króla Macieja Korwina". Pod apelem podpisali się przedstawiciele: Towarzystwa Bibliofilów Polskich w Warszawie, Towarzystwa Przyjaciół Książki w Kaliszu, Łódzkiego Towarzystwa Przyjaciół Książki, Wielkopolskiego Towarzystwa Przyjaciół Książki w Poznaniu i Towarzystwa Bibliofilów im. Lelewela w Toruniu. W Toruniu odbyła się też konferencja naukowa pod hasłem "Dlaczego Kodeks Korwina powinien zostać w Toruniu?". Głos w sprawie zabrał również prymas Polski abp Wojciech Polak. W liście do premiera Mateusza Morawieckiego wyraził przekonanie, że odebranie cennego cymelium społeczności Torunia i regionu stanowić będzie niepowetowaną stratę.

"Uważam, że zabytek ten powinien pozostać w miejscu, w którym znajduje się od przeszło czterech stuleci" - napisano w piśmie hierarchy, przekazanym również marszałkowi województwa Piotrowi Całbeckiemu.

Protest polskich środowisk bibliofilskich został przekazany węgierskim politykom i tamtejszym mediom.

W obronę manuskryptu od samego początku silnie zaangażowany jest również prof. Arkadiusz Wagner.

Arkadiusz Wagner
Dr hab. Arkadiusz Wagner, prof. UMK w trzecim pokoleniu kontynuuje tradycję kolekcjonerską, zwłaszcza bibliofilską fot. Andrzej Romański

-  Przez moją bibliofilskość, którą rozumiem jako miłość do książek, uznałem, że będę wypowiadał się nie tylko merytorycznie, ale i emocjonalnie. Bo kochając książki, gromadząc je dla siebie, mojej rodziny, ale też mojego kraju mam prawo mówić o krzywdzie, którą chce się wyrządzić innym książkom w narodowych zbiorach. Podarowanie Węgrom manuskryptu nie byłoby błędem, byłoby zbrodnią – mówi prof. Wagner. – Dlatego też apelowałem choćby do kolegów i koleżanek z Wydziału Nauk Historycznych UMK, by wyobrazili sobie, co my wszyscy, naukowcy toruńscy, czulibyśmy po stracie tej księgi: mielibyśmy na zawsze poczucie, że posiadaliśmy skarb, którego nie obroniliśmy, pozwalając, by ktoś nam go odebrał. Po tym wszystkim dziś jestem raczej spokojny. W obliczu postępowania premiera Orbána wobec Polski i Rosji w czasie wojny w Ukrainie, chyba nie sposób wyobrazić sobie, by ktokolwiek miał odwagę powrócić do kuriozalnego pomysłu z podarkiem dla tego polityka. Wierzę też, że nigdy już taki pomysł nie zrodzi się w czyjejkolwiek głowie.

Dr hab. Arkadiusz Wagner, prof. UMK, pracuje w Instytucie Badań Informacji i Komunikacji na Wydziale Filozofii i Nauk Społecznych UMK.

W trzecim pokoleniu kontynuuje tradycję kolekcjonerską, zwłaszcza bibliofilską, zapoczątkowaną działalnością Feliksa Wagnera i rozwiniętą przez jego ojca - Ryszarda Wagnera. Kolekcja obejmuje głównie ryciny europejskie i polskie XV-XVIII wieku (kilkaset dzieł), a w mniejszym stopniu też grafiki późniejsze, ekslibrisy polskie i europejskie XVI-XXI wieku (około 30 tysięcy dzieł), jak również rysunki europejskie i polskie XVI-XVIII wieku (kilkanaście dzieł). Ważną jej częścią są stare druki, a w niewielkim zakresie też woluminy późniejsze, odznaczające się cennymi oprawami oraz znakami własnościowymi (ekslibrisy, superekslibrisy). Poza tym gromadzi dzieła nowożytnej snycerki i rzemiosła artystycznego, w tym zwłaszcza wyroby metalowe i meble.

pozostałe wiadomości